Nie do końca wyszło tak jak chciałam. Na szczęście ten prototyp był akurat dla mnie i moge sobie na nim poeksperymentować dowolnie, wedle uznania, póki nie zniszczę całkiem i rąk nie załamię.
I nawet nie chodzi o samo wykonanie, chociaż prułam go tyle razy ( dokładnie plecy ), że śniło mi się to po nocach, zgrzytałam zębami na samą myśl o zaczynaniu od początku, ale poczucie, że jak zaczęłam to nalezy skończyć było silniejsze :)
Problem zrodził się dopiero przy wszywaniu rękawów - wtedy to blady strach na mnie padł, bo była już na ukończeniu biała siateczka robiona według tych samych wyliczeń i co to będzie co to będzie, ciemno wszędzie itd. Pognałam szybko do miejsca, gdzie była napięta i naciągnęłam nieco inaczej. O rezultatach przy okazji wstawiania białej siateczki.
Tu, przy niebieskiej, mam już dwa pomysły, jeden z nich będę musiała wprowadzić w życie, bo co z tego, że prototyp i dla mnie, jak nosić niech będzie idealnie.
Ale zmiany związane są z tym, że muszę....tak, właśnie, spruć zszycie i nieco inaczej to zrobić.
Już lekko blada jestem jak pomyślę, muszę się zebrać w sobie.
Niebieska siateczka pochłonęła półtora motka włóczki Diament, zrobiona na drutach nr 5.
Zaczęłam już myśleć, co zrobić z włóczką, jaką mam w domu, miała być na liliową siateczkę, ale ona z zupełnie innej włóczki i obawiam się, że w tym wypadku będę musiała przestawić się na szydełko.
Ej ej ładne toto!! :)
OdpowiedzUsuńCzerwone albo czarne byłoby niezłe na letnie wieczory :D
Trafiłaś kochana w sedno - o to właśnie chodziło, o letnie wieczory, a może nawet już o wiosenne:)I myślę o czarnym myślę intensywnie :)
OdpowiedzUsuń