środa, 13 czerwca 2012

Falbany, falbanki:)

Czyli spódnica na zakończenie roku szkolnego dla młodej tym razem.
Od początku nie przeznaczona na sprzedaż, a dla niej.
Najdroższa spódnica w życiu, bo materiały wyszły kosmicznie:)
Samo wykonanie ok, chociaż przyznam szczerze, że były chwile zwątpienia we własne umiejętności i gdyby nie wsparcie  wiedzą ze strony koleżanek, mogłabym zrobić kilka poważnych błędów.
A tak sztukę opanowałam i spódniczka gotowa.

Spódniczka jak ogr ma warstwy tych falban . Zakończone pikotkami czyli czymś, czego więcej w życiu nie zrobię, zjadacze czasu i nerwów :)
Materiał użyty to Cotton Filet w kolorze czarnym plus ozdobna wstążeczka. Miała początkowo być zarówno ozdobna jak i funkcjonalna, jednak ciężar falban jest za dużo na wstążkę i dlatego musi w pasie być gumka. A wszycie gumki przerosło moje możliwości i dlatego udałam się do krawcowej.
Zobaczę jak będzie wyglądać przy odbiorze we wtorek.
A teraz robię  drugą spódniczkę z lila Perle8 :)

wtorek, 29 maja 2012

Czarna Mamba:)

Koraliki toho to jednak moja miłość.
Jakby się jeszcze znalazła dobra dusza do nawlekania, to nie widzę przeszkód w ciągłym wykonywaniu bransoletek :)
Ta nie ma skomplikowanego wzoru, ale efekt moim zdaniem jest rewelacyjny.
Ok może nie aż tak rewelacyjnie wygląda, widać, że na bazie białej nitki została wykonana, ale akurat w tym układzie kolorystycznym nie wadzi to aż tak bardzo.


Ta także powędrowała do swojego właściciela, a w zasadzie nadal wędruje, ponieważ nasza poczta kochana działa z iście diabelską prędkością i przesyłka z jednego końca tego samego miasta na drugi idzie już tydzień. Gdybym nie miała przypiętego na tablicy korkowej potwierdzenia nadania to zaczęłabym właśnie wątpić w czynność wykonaną czyli w wysłanie.


piątek, 25 maja 2012

Panna królewna

Bransoletka - królewna wykonana wreszcie z koralików toho, prezentująca nie tylko królewski kolor ale i jakość. Nie da się ukryć, że te koraliki są jednak mercedesem - nie wróć, mercedes to oklepana marka, są jaguarem, porsche wśród dostępnych na rynku koralików.
Idealne moim zdaniem - na jedną 10g paczuszkę znalazłam dwa nieco innego kształtu, których nie sposób było użyć.
Otworek mają na tyle duży, że igła  z nitką swobodnie przechodzi, dzięki czemu nawlekanie ich w potrzebnej sekwencji stało się przyjemnością.
Samo robienie z idealnych koralików także daje wiele radości i w czasie tworzenia i jak już całość jest gotowa.
Oto ona, królewna:
Królewna znalazła już swojego " ludzia" i zamieszkała z nim :)
Oby im się dobrze wiodło :)

A ja przystąpiłam do szydełkowania kolejnych.
W zasadzie są już trzy do zaprezentowania, ale wszystko po kolei, nie na hura :)

czwartek, 10 maja 2012

Kolejna bransoletka

Wpadłam w szał.
Chyba odnalazłam się w tym wszystkim - bransoletki koralikowe to jest to.
Dlaczego?
Bo błyskawicznie widać efekty, bo wzory są ekstra, bo dowolnie interpretuję sobie dodatki do tego i w ogóle jest to coś dla mnie.
Problem w tym, że nie umiem się z nimi rozstać :)
Ta jest już wypróbowana - była niejako prototypem, sama sobie wzorek narysowałam, byłam ciekawa jak wyjdzie, zostaje w domu:


Koraliki nie są z serii Toho, fioletowe z Empiku, czarne zakupione na początku koralikowej drogi w jednym ze sklepów internetowych. Widać różnicę, w miejscu gdzie przychodzi czarny element wzoru nitka moim zdaniem nieco jest widoczna i między innymi dlatego nie idzie do ludzi.
Włączyła mi się opcja pedantyzmu.
A przy okazji zakupów " namacalnych" czyli w sklepie takim tradycyjnym ( panie super miłe w Koraliankach - serdecznie pozdrawiam :) ) zakupiłam kilka drobiazgów ot tak aby wypróbować i takie coś mi z tych prób wyszło:
Jeżeli znajdzie się chętny na nie to opuszczą "hodowlę" :P albowiem moje uszy nie tolerują niczego co nie jest złotem. Niestety, szkoda mi bardzo, ale nie zmienię.
Kolejna bransoletka już się suszy i będzie do sprzedania:)

wtorek, 8 maja 2012

Nowe dzieło

Tym razem jest to bransoletka wykonana na szydełku z użyciem koralików.
Małych koralików.
Piekielnie małych koralików dodam, chociaż nie najmniejszych :)
Ich piekielność ukazuje się tylko w momencie nawlekania takiej ilości ( np. 600 sztuk ), potem idzie już płynnie i szybko.
A efekt cieszy oko i to bardzo.
Koraliki użyte to niestety nie Toho, to jedne z pierwszych koralików zakupionych w sklepie internetowym. W sumie to gdzie je kupiłam nie ma większego znaczenia, bo tak naprawdę o tym czy są w miarę równe czy nie przekonuję się najpierw przy nawlekaniu, potem dopiero po wyszydełkowaniu.
Ale i tak nieskromnie powiem, że mi się podobają:)
A tę wykonałam  wcześniej także z tych koralików, pojechała do super koleżanki i mam nadzieję, że ma się dobrze :)
Kolejna jest już wyszydełkowana, czeka na wykończenie, a następna się szydełkuje ( sama :P ).

wtorek, 28 lutego 2012

Siateczka skończona

Nie do końca wyszło tak jak chciałam. Na szczęście ten prototyp był akurat dla mnie i moge sobie na nim poeksperymentować dowolnie, wedle uznania, póki nie zniszczę całkiem i rąk nie załamię.
I nawet nie chodzi o samo wykonanie, chociaż prułam go tyle razy ( dokładnie plecy ), że śniło mi się to po nocach, zgrzytałam zębami na samą myśl o zaczynaniu od początku, ale poczucie, że jak zaczęłam to nalezy skończyć było silniejsze :)
Problem zrodził się dopiero przy wszywaniu rękawów - wtedy to blady strach na mnie padł, bo była już na ukończeniu biała siateczka robiona według tych samych wyliczeń i co to będzie co to będzie, ciemno wszędzie itd. Pognałam szybko do miejsca, gdzie była napięta i naciągnęłam nieco inaczej. O rezultatach przy okazji wstawiania białej siateczki.
Tu, przy niebieskiej, mam już dwa pomysły, jeden z nich będę musiała wprowadzić w życie, bo co z tego, że prototyp i dla mnie, jak nosić niech będzie idealnie.
Ale zmiany związane są z tym, że muszę....tak, właśnie, spruć zszycie i nieco inaczej to zrobić.
Już lekko blada jestem jak pomyślę, muszę się zebrać w sobie.
 Niebieska siateczka pochłonęła półtora motka włóczki Diament, zrobiona na drutach nr 5.
Zaczęłam już myśleć, co zrobić z włóczką, jaką mam w domu, miała być na liliową siateczkę, ale ona z zupełnie innej włóczki i obawiam się, że w tym wypadku będę musiała przestawić się na szydełko.

czwartek, 23 lutego 2012

Słowo się rzekło:)

Kobyłka...nie no, zaraz tam kobyłka:)
Sweterki doczekały się wreszcie uwiecznienia.
Już używane, znaczy przetestowane na osobie autorki bloga i sprawczyni jednocześnie  i powiem, że się rewelacyjnie sprawdzają.
Dzisiaj sweterek w moim jak zapewne wiadomo ulubionym kolorze, czyli wariacja na temat fioletu.
Jest z małym golfikiem, takim tyci tyci. I jest cieplejszy, bo zakochałam się we włóczce Elian Klasic, a ona jednak nadaje się na takie cieplejsze sprawy.
Co dziwne, miałam początkowo wrażenie, że będzie gryzła, że bez kagańca nie podchodź,a  tutaj proszę niespodzianka - nawet całkiem miło się nosi.
 Taki sam, w sensie koloru, kształtu i sposoby wykonania ma moja córcia, ale był to mój pierwszy raz :P i miałam wyliczenia do innej włóczki, stąd wyszedł mi ładnie, ale takiej wielkości, że założę go także ja, a między mną a dziecięciem jest 30 lat różnicy wiekowej i rozmiarowo też znacznie się różnimy :)

niedziela, 15 stycznia 2012

Przepraszam:)

Najmocniej za milczenie tak długie.
Ale że też nikt sie nie upominał, no aż mi przykro :))
Dobra wiem, wiem, za młody blog, za mało znany aby ktoś zatęsknił.
Od ostaniego wpisu trochę rzeczy powstało, będę sukcesywnie uzupełniać i wstawiać zdjęcia z opisami. Tylko najpierw zagonię towarzystwo do porobienia zdjęć - nie wszystkie rzeczy są u mnie.
Proszę w takim razie o nieco cierpliwości:)