Kobyłka...nie no, zaraz tam kobyłka:)
Sweterki doczekały się wreszcie uwiecznienia.
Już używane, znaczy przetestowane na osobie autorki bloga i sprawczyni jednocześnie i powiem, że się rewelacyjnie sprawdzają.
Dzisiaj sweterek w moim jak zapewne wiadomo ulubionym kolorze, czyli wariacja na temat fioletu.
Jest z małym golfikiem, takim tyci tyci. I jest cieplejszy, bo zakochałam się we włóczce Elian Klasic, a ona jednak nadaje się na takie cieplejsze sprawy.
Co dziwne, miałam początkowo wrażenie, że będzie gryzła, że bez kagańca nie podchodź,a tutaj proszę niespodzianka - nawet całkiem miło się nosi.
Taki sam, w sensie koloru, kształtu i sposoby wykonania ma moja córcia, ale był to mój pierwszy raz :P i miałam wyliczenia do innej włóczki, stąd wyszedł mi ładnie, ale takiej wielkości, że założę go także ja, a między mną a dziecięciem jest 30 lat różnicy wiekowej i rozmiarowo też znacznie się różnimy :)
Bardzo ładny :)
OdpowiedzUsuń